Odżywianie

O tym jak znalazłam motywację do odchudzania!

Jak znalazłam motywację do odchudzania?

Spisałam sobie – brutalnie szczerze – co tracę – Ty też zrób taką listę!

Te najbardziej intymne i bolesne zachowam dla siebie.

Codziennie tracę:

  • poczucie własnej wartości,
  • poczucie pewności siebie, zarówno w relacjach osobistych, jak i zawodowych,
  • poczucie sprawczości – skoro nie umiem zapanować nad tym, co jem i jak wyglądam, to jak mam uwierzyć w to, że panuję nad całym swoim życiem,
  • poczucie siły – skoro każdego dnia przegrywam z wagą i spodniami,
  • zdjęcia – bo nie chcę ich sobie robić nawet z rodziną, a tych, które mam, nie lubię oglądać,
  • wakacje, bo nie lubię na nie jeździć i przejmować się, że wstydzę się rozebrać na plaży, a na pewno wrócę z dodatkowymi kilogramami i będzie tylko gorzej,
  • aktywność – bo wstydzę się braku kondycji i swojego wyglądu na siłowni,
  • piękną garderobę, gdyż w rozmiarze 48 muszę nosić mało atrakcyjne fasony, aby dobrze wyglądać, a koronki, falbanki i obcisłe sweterki tylko mnie pogrubiają i podkreślają to, co chcę ukryć.

Dlaczego musisz znaleźć motywację już dzisiaj?

Nie dla mnie, ale dla siebie! Dlaczego nie powinnaś czekać do jutra? Poniedziałku albo nowego miesiąca?

Po pierwsze dlatego, że już dziś musisz wiedzieć, po co masz wkładać tyle pracy i wysiłku w odchudzanie i zmianę nawyków, dlaczego w ogóle masz zrobić pierwszy krok?

Nawet jeśli podejmowałam próbę zrzucenia kilogramów, bez silnej, wewnętrznej motywacji szybkowracałam do poprzednich nawyków, które mi nie służyły i znów wracałam do poprzedniej wagi. A nawet byłam na plusie.

Skąd wiem, że tamte nawyki mi nie służyły?

A jak te nawyki niby miały mi służyć, skoro spisałam sobie wielką listę rzeczy, które tracę?

Aby dojść do tego momentu w tekście poświęciłaś już kilka minut, dlatego jeśli Twoją wymówką ma być brak czasu dziś, nie czytaj tekstu dalej – wróć do niego jutro, a teraz zamknij oczy i odpowiedz sobie na pytanie, co tracisz każdego dnia…

Zrób sobie taką listę.

Być może będziesz smutna, zła i rozżalona, więc teraz przyjemniejsza część zadania:

Odpowiedz sobie na piśmie na pytanie:

Co zyskam, gdy osiągnę upragnioną wagę albo będę się do niej zbliżać? Jak się będę wtedy czuła?

Możesz napisać:

  • będę pewniejsza siebie,
  • będę ładniejsza (bez drugiej brody na pewno),
  • będę czuła się lekko – ah, jakie to musi być przyjemne!
  • będę wzorem zdrowia dla swoich dzieci,
  • nie będę się codziennie rano przejmowała co ubrać, aby zamaskować wałeczki,
  • nie będę rezygnowała z zakupów, bo i tak nic na mnie dobrze nie wygląda, ani kupowała tego, co i tak nie założę, bo czuję się źle,
  • będę chciała jeździć na wakacje,
  • będę chciała robić sobie zdjęcia z mężem,
  • będę bardziej wysportowana,
  • będę zdrowsza,
  • kupię sobie te wymarzone sukienki i nie będą mi wystawały wałeczki,
  • będę SZCZĘŚLIWSZA.

Ale zacznę od poniedziałku…

I możesz mi nie wierzyć, ale zdałam sobie sprawę, że odkładanie zdrowego odżywiania na „od poniedziałku” było moim największym przeciwnikiem.

Zbyt restrykcyjne wymagania i oczekiwanie zera odstępstw od zakładanych nowych nawyków żywieniowych sprawiały, że po pierwsze, weekend przed dietą nieźle sobie folgowałam – w końcu szłam na dietę i miałam skończyć ze wszystkim, co pyszne i niezdrowe, wszystko teraz miało być zakazane! Nakładałam na siebie takie restrykcje, że trudno było mi się ich trzymać, a każde odstępstwo traktowałam jak poddanie się. Wtedy następowała czarna rozpacz, spadek motywacji do zera i myślenie – znów mi się nie udało wytrzymać, nigdy mi się nie uda.

Dopiero wtedy, gdy do listy tego, co tracisz i co zyskasz, gdy zawalczysz o siebie dodasz walkę od DZIŚ, od TERAZ…

kopię takiej listy włóż sobie do portfela i czytaj w każdej chwili słabości.

udało mi się schudnąć 50 kilo w „zdrowym” czasie…

Piękne uczucie, spełnione marzenie i spełniona lista… czułam się dokładnie tak, jak to sobie wyobraziłam, a może lepiej, bo nie spodziewałam się takiej reakcji otoczenia.

Absolutnie nie oznacza to, że nie upadałam, nie popełniałam gigantycznych grzechów, ale po prostu OD RAZU wstawałam, otrzepywałam kolana, poprawiałam koronę i szłam dalej – kto powiedział, że na rozpoczęcie diety trzeba czekać do poniedziałku? Zgrzeszyłam o 12, to dietę kontynuuję od 13! Wszystko po staremu! Nowe zasady i nawyki na posterunku!

Dlaczego małe cele okazały się lepsze od wielkich?

Okazały się osiągalne. A nic nie motywowało mnie tak, jak osiągnięcie celu i zafundowanie sobie nagrody 😉 musiałam  w końcu sukcesywnie wymienić całą szafę – Nie czekałam na metę, nagradzałam się po drodze.

Fantastyczne też jest to, że choć cel jest odległy, efekty są widoczne już w trakcie – a mniej wałeczków i miłe słowa od otoczenia, które na pewno usłyszysz, będą tylko dodatkową motywacją.

Czy po osiągnięciu celu jestem wciąż na diecie? Nie, nie jestem już na diecie – tylko nauczyłam się inaczej żyć, zmieniałam myślenie, zmieniłam swoje nawyki żywieniowe na zawsze.

Nauczyłam się, że odchudzanie to nie jest jednorazowa akcja, a myślenie o odchudzaniu zastąpiłam w swojej głowie myśleniem o zdrowiu i zdrowym odżywianiu.

Niestety, ale jeśli przestaję dbać o zdrowe nawyki, dawna waga wraca. Zdałam sobie sprawę, że ze zdobytych podczas odchudzania wiedzy i umiejętności będę chciała korzystać już do końca życia, aby waga, w której czuję się zdrowo i lekko, pozostała. Abym mogła być i czuć się sobą.

Zdrowe nawyki… ale jakie?

Cieszę się też, że wspieram też swoje zdrowie, zamieniając niemal na stałe jasne pieczywo głębokomrożone z piekarni na pełnoziarniste, zamieniając jasne makarony na ciemne oraz kasze, soczewice i inne pełnowartościowe produkty, czy cukier na daktyle lub ksylitol. Oczywiście – nie daję się zwariować – i zarówno w okresie redukcji (rzadziej), jak i poza nim (częściej) pozwalam sobie na pyszne grzeszki. 90% zdrowia, 10% odstępstw! Gotuję zdrowo dla całej rodziny, wykorzystując zdrowe, wartościowe składniki, zwracając uwagę na produkty eko.

Pomyślałam, że to fantastyczna okazja do tego, abyśmy zaczęły pracę ze zdrowymi nawykami, dzięki którym zgubimy nadprogramowe kilogramy razem! 

Bez względu na to, jaki jest Twój cel, bo choć, jak wiesz, mój to dziś „tylko” 4 kilogramy, to jeśli osiągniemy go razem, zobaczysz, jak pomimo początkowych trudności pięknie to idzie!

4 kilo to nie jest też mój cel na jeden miesiąc, wolę wyznaczać sobie cele mniejsze niż 1 kg tygodniowo, aby częściej je realizować i motywować się dalej i więcej!

Myślisz sobie – ej, mniej niż kilogram tygodniowo? Nie chce mi się tak wolno chudnąć! Ale ja dziś wiem, że wolę wprowadzać zmiany powoli, na miarę swoich sił i możliwości gubić kilogramy w wersji slow (nie odwadniając się i nie spalając własnych mięśni zamiast tłuszczu), ale osiągnąć cel, niż porywać się z motyką na słońce, narzucić sobie nierealne oczekiwania i znów skończyć dietę po tygodniu, sfrustrowana, że się nie udało.

Pamiętaj, czas i tak upłynie! Nie wierzysz? Przypomnij sobie dietę, na którą poszłaś rok temu, była taka? Czas i tak upłynął, bez względu na to, czy Ty wytrwałaś w diecie, czy nie. Pocieszę Cię też, że pierwsze kilogramy czy centymetry motywują ogromnie! A ja tańczyłam z radości już gdy straciłam pierwszy rozmiar! Więc to nie jest tak, że po drodze nic się nie dzieje, a nagroda czeka na Ciebie dopiero za wiele miesięcy.

Motywację (lista rzeczy, które tracimy i które zyskamy) już masz – spisałaś je na kartce, prawda?

Ja mam też rozpracowanego największego wroga, czyli wieczne odkładanie diety na „od jutra” czy „od poniedziałku”, więc jeśli tylko masz ochotę zacząć ze mną niemal od zaraz, to serdecznie Cię do tego zapraszam.

Pamiętaj, to, jak będziemy czuły się za rok, będzie wynikiem naszych dzisiejszych decyzji.

Wciąż czujesz w sobie wewnętrzny opór przed podjęciem wyzwania? Podaj mi choć jeden powód, dla którego nie miałabyś zmienić już dziś tego, co doprowadziło Cię do sytuacji, w której sporządziłaś listę rzeczy, które codziennie tracisz?

Czy w ogóle wiesz, że już niedługo ruszy mój kurs intuicyjnego jedzenia?

Kurs online „Jak jeść intuicyjnie i chudnąć.”

To rozwiązanie stworzone dla osób, które chcą:

Nauczyć się jeść w zgodzie z sygnałami głodu i sytości, a mimo to schudnąć lub utrzymywać wagę

Być w stanie przestać jeść, gdy czują nasycenie, a nie kiedy talerz jest pusty lub w zasięgu wzroku nie ma więcej jedzenia,

Nauczyć się odróżniać głód od zachcianki,

Wiedzieć, jak komponować posiłki, by czuć sytość i jeść zdrowo

Co zyskasz biorąc udział w kursie?

Kurs da Ci fundamenty dla jedzenia bez liczenia kalorii.

Nauczysz się jeść bez stosowania diet i ścisłego trzymania się rozpiski.

Nie będziesz musiał/a ważyć jedzenia i kontrolować jego ilości, aby utrzymać prawidłową wagę lub schudnąć.

Dowiesz się, jak zbudować dobrą relację z jedzeniem i zaufać swojemu ciału.

Nauczysz się słuchać sygnałów głodu i sytości.

Dowiesz się, jak odróżniać głód od apetytu. Nauczysz się wewnętrznie motywować do zmian.

Jeśli tak, to już dziś możesz dodać się do mojej grupy na Facebooku, gdzie będziemy dzieliły się zdrowymi nawykami, celami, przepisami i jadłospisami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *